Posty

Najszczersze

 W związku z Dniem Nauczyciela H. miał długi weekend. Wybraliśmy się tradycyjnie w Izery, z noclegiem w Apartamentach pod Gondolą w Świeradowie. Może ostatni raz, bo Smedava ma już okna i do lata na pewno ją skończą. Będą gorsze warunki i ogólnie niedbale, jak to w Czechach, ale nie musieć codziennie tam jeździć, tylko mieć najpiękniejszą izerską pustkę dosłownie wokół - ogromnie kuszące. To nam zupełnie zmieni sposób łazęgowania po tamtym terenie. Nie mogę się doczekać. "Pani już tu była - rzekł właściciel - to nie będę opowiadał o Świeradowie, wszystko pani wie. Zegar chodzi, światło w okapie działa". Łypnął spod oka.  Roześmiałam się pół usatysfakcjonowana, pół speszona i pół zaskoczona (tak, 3 połówki). Zawsze mu piszę, co jest nie halo w mieszkaniu, bo wiem, że lokatorzy z zasady tego nie robią, sprzątaczki olewają i potem jest słabo. Albo zła opinia o obiekcie.  Kiedy planowałam wyjazd, zapowiadało się, że będziemy mieli słoneczną złotą jesień. Było dokładnie odwrot...

Budujące

  Państwo około sześćdziesiątki. Tacy zwykli, plus ona miała obcięty mały palec, kość było widać. Dość uderzające estetycznie, bo dziewięć paznokci miała pomalowanych na ostrą czerwień. Oglądali złote pierścionki, pani dość szybko zdecydowała się na jeden i dopiero wtedy spytali o koszt. Raczej ludzie zaczynają od pytania, jaka jest u mnie cena za gram, albo ile kosztuje przykładowa rzecz. Zaskoczyło ich, że mają zapłacić 1150, spodziewali się kwoty około 500. Niestety, tyle, to mogliby przed pandemią, nie mówiąc o skoku cen spowodowanych sytuacją w Ukrainie. Aż mi przykro było, że zrezygnowali, bo widać było, że im zależy, że pierścionek się spodobał i tak dalej, ale jaki bym nie dała rabat, do pięciuset nijak nie da się zejść. Za tyle, to bym mogła oddać bardzo przyjaciółce. Poszli, zajęłam się swoją robotą - aktualnie na tapecie są takie obrączkowe pierścioneczki na gumce, bardzo wredne ściubolenie, nie chcieliby Państwo -   wrócili. Rozświetleni wewnętrznym blaskiem, d...

Sesja z I.

Wysłałam I. filmik, na którym pokazałam gdzie boli, poopowiadałam wszystko i umówiłyśmy się na seans po zamknięciu sklepu. Do tej pory nie chciałam, żeby przy mnie grzebała, żeby zbyt wiele o mnie wiedziała, a byłam świadoma, że robiąc seans odkrywa nawet bardzo starannie przyklepane tajemnice. Jasne, dla dobra klienta, bo często to one blokują przepływ energii i tak dalej, ale mimo wszystko. No ale teraz gdy ból i brak diagnozy, priorytety mi się pozmieniały. Poprosiłam, żeby sprawdziła, czy to czysto energetyczna sprawa, czy jednak coś mi dolega także na płaszczyźnie fizycznej. Wiedząc, co i tak każe zrobić, zapaliłam trzy białe świeczki z prawej strony (wystarczą tilajty), włączyłam relaksacyjną muzykę i ułożyłam się na chodniczkach za ladą (w mieszkaniu w porcie młody miał korepetycje, a oba apart. nad sklepem były wynajęte). Śmiesznie, ale co tam, nikt mnie tu przecież nie podglądał. I zaczęłyśmy. I. się skupiała u siebie, a ja leżałam i czekałam, co będzie. Tyle się nasłuchał...

Chore przeprowadzki

  Odkąd przeprowadziłam się do Kgu, na każdy sezon (maj - wrzesień) muszę przenosić się z mieszkania nad sklepem, do mieszkania w porcie. Wszystko tu należy do matki, i sklep i trzy apartamenty i garaż, nie mam zatem prawa się sprzeciwiać. Na początku upierała się, że nie chce ode mnie ani grosza za użytkowanie. Po podwyżce, którą sama mi dała jak raz przed pandemią, zażądała zwrotu kosztów (czynsz, woda, ogrzewanie, prąd, internet, opłata garażowa). Śmiesznie tak, jedną ręką daje, drugą zabiera, ale nie czepiam się, bo gdybym chciała coś wynająć, płaciłabym jeszcze dodatkowo 2 tysiące odstępnego (tyle płacą MiK, tyle płaci Julia) i nie miałabym szans na mieszkanie w dzielnicy sanatoryjnej. Tu 2 tys. plus opłaty można by wynegocjować poza sezonem, w sezonie mooże na 7 tys./mc ktoś by się zgodził. Bez sensu. Lepiej znosić już te cholerne przeprowadzki. Acz okropnie drenują mnie od każdej strony. Fizycznie i emocjonalnie. Matka nie widzi problemu. Cóż to jest się przenieść. Tyle, że ...

Po wakacjach

 Kiedy H. wrócił z wakacji okazało się, że M. próbował wbijać mu do głowy różne swoje mądrości, albo przekonania dotyczące mojej osoby. Wiecie Państwo, różne rzeczy mi można zarzucić, ale jedno jest pewne, nie nastawiam H. przeciwko jego ojcu. Nie opowiadam mu tych wszystkich historii, co Wam. H. do dziś nie wie dlaczego dokładnie wyprowadziłam nas z Wro, nie wie o nożu. Coś tam podsłuchał, czegoś się domyśla, ale. M. już kilka razy odwalał numery przy H., więc młody wie, że tata jest niestabilny emocjonalnie i że jest autodestrukcyjny, natomiast nie wysłuchuje ode mnie opowieści z przeszłości. Podczas pobytu w Szwajcarii M. upił się któregoś wieczoru i zaczął prawić młodemu, że coś mi się pomieszało w głowie. Coś mi się uroiło, oszalałam ogólnie. Mam manię prześladowczą. Dlatego coś mi się zwidziało i poczułam się zagrożona, co zaowocowało wyprowadzką. A teraz już w ogóle odleciałam przez całe to ezo. Uważa też, że ja przedstawiłam synowi swoją wersję wydarzeń, oczywiście straszni...

MiK, kręgi, oliwin syberyjski, jera

 Jakoś na początku lata zaprzyjaźniłyśmy się z MiK. Zależało im. Prawie nikogo tu nie znają, ponieważ niedawno przeprowadzili się z innego końca Polski. Poznali się na FB profilu dla osób szukających innych ścieżek, są zakręceni na wiadome tematy. Jeszcze zimą potrzebowali pomocy energetycznej, trafili do sklepu, poznaliśmy się i tak poszło, bo ja tu obudzona i w ogóle. Młodzi bardzo, 28 lat, mogliby być naszymi dziećmi. Grzeczni, mili, uczynni (i śliczni). Spotykamy się na pogaduszki. Robimy sobie wzajemnie przysługi. Staramy się, żeby było mniej więcej sprawiedliwie, typu, że gdy M. kilka razy coś zrobiła dla nas, zaprosiłyśmy ją na sushi. Ona, ponieważ drukujemy jej etykiety na paczki, przyniosła nam pyszne ciasto. My starałyśmy się, żeby nie była zbyt samotna, kiedy K. wyjechał na dłużej, więc po powrocie on zaprosił nas na śniadanie do Portowej 28. Podoba mi się to. Że dbają o balans jak ja, albo Kor. To się rzadko zdarza. Ostatnio nawiedziła mnie matka i nieźle wydrenowała em...

Falka

 W zasadzie przez całe dorosłe życie chciałam mieć psa. M. się nie zgadzał, ponieważ ma psy w pogardzie, mówi, że to niewolnicy bez godności. Szanuje koty i kiedy mówiłam, że chciałabym psa, on odpowiadał: "Weźmy kota". Na koty mam wielką alergię oraz uważam, że są wredne, złośliwe, egoistyczne, perfidne, fałszywe i zwyczajnie durne. Ale to do przejścia, bo mogłabym mrówczego kota zwyczajnie ignorować, najgorsza alergia. Więc nie było psa. Odkąd jako tako poukładałam sobie życie nad morzem, temat brzęczał mi znowu, tyle, że problemem jest moja matka. Raz, że mieszkania są jej, więc ewentualne zniszczenia... Dwa, że pies musiałby być ze mną w sklepie, bo siedzę tu od rana do wieczora codziennie, a H. ma szkołę i korepetycje, więc zwierzak w samotności byłby nieszczęśliwy i padłoby mu na głowę. Czyli kategorycznie by się sprzeciwiła. Ale ciągle chciałam. Już nawet imię z H. wybraliśmy - Falka. Taka mała fala, bo tu morze, uzdrowisko, więc żeby na temat i dobre dla małej suczki....

Średnio codziennie

 Były dziewczyny spod Ostrowa. Klientki, które już trochę stały się koleżankami. Dawno przeszłyśmy na "ty" etc. Pisałam o nich parę razy, jedna b. zamożna, druga ma żal, że jej się tak nie powiodło. Pojechałyśmy do kręgów. I. rozpłakała się, ledwo wysiadła z auta. Rzuciła mi się na szyję z: "Przywiozłaś mnie do domu, dziękuję. Dzieści lat prosiłam męża, żeby mi tu skręcił z trasy i nigdy tego nie zrobił". J. czuła się przytłoczona, coś jej obciążało serce, oddychała z trudem. Siadła na kamieniu w najbliższym kręgu i zaczęła płakać. Odblokowała się.  J. stara się być zawsze akuratna. Na baczność. Grzeczna dziewczynka, która nie wychodzi z roli. Najpierw najstarsza z rodzeństwa, zawsze odpowiedzialna, opiekująca się resztą, myśląca o i za innych. Potem przykładna żona, matka, szefowa. Pod tym wszystkim zagubiona jak wszyscy, z małżonkiem inne planety na każdej płaszczyźnie, samotna. Chwyta się wszystkiego, leci za kolejnymi samorozwojowymi ideami jak ćma. Fajna babka,...

Źródło

Stała klientka na wahadełka, zawsze najpierw dzwoni, bo przyjeżdża spoza Kgu. Rozmawiałyśmy o tym i owym, o Grzybnicy, o Górze Chełmskiej etc. W międzyczasie przyszedł pan zainteresowany łapaczami wiatru i czegoś tam nie mógł dojrzeć, ponieważ nie wziął okularów. Mam do pożyczania. Kupiłam od +1 do +4 i trzymam w koszyczku. Frontem do klienta. Pani rzekła, że no już naprawdę, jedyny taki sklep i jakie to fajnie i że napisze o nas na swoim profilu. Czy podlinkuje?, no, to coś, co się robi na FB, nie znam się. Bo - rzekła - prowadzi popularny profil oraz kanał na YT i ma mnóstwo subskrybentów. Wróciwszy do domu przesłała mi via WhatsApp link z informacją, że zgodnie z obietnicą... Jestem niekompatybilna z FB, więc tam nie wchodziłam, zarejestrowałam tylko fakt i dalej nizałam kamyki na te moje najśliczniejsze w świecie bransoletki. Aż tu nagle. Bransoletkowa gumka pękła, druga też. Wszystko się rozsypało, zebrać się nie dało, z rąk leciało. Zaraz potem w dłoniach mrowienie, całe ci...

Misy

Mam misy! Misy, misy, misy. Wielka radość i przejęcie, szczególnie na początku. Warto pokazywać, dawać ludziom grać, bo to czysta energia. Poza tym wszystkie cztery, które dotąd sprzedałam, kupiły osoby, które wcale tu po nie nie przyszły. Co więcej, trzy poszły w ręce ludzi, którzy wcześniej żadnej misy nawet nie dotykali. Cudowne to jest. Takie zakochanie, więź. Misy są drogie. Sprowadza je dla mnie zwariowany, mega chaotyczny Czech, nie, że mam kontakt ze źródłem, więc. Najtańsza kosztuje 860, najdroższa dobrze ponad 2 tysiące. No, jest to do negocjacji, wiadomo. Ale ja je podaję do grania także osobom, o których dobrze wiem, że nie mają kasy. To tak, jakby szło się z naręczem bzu i dawało go do wąchania przechodniom. Nie ubędzie mi, nie zepsują, niech się ludzie ucieszą jak i ja tym dźwiękiem, wibracją. Inna rzecz, że co sprzedaż misy, to historia. Jedna poszła do pani, która w zasadzie ma misę w domu, ale w życiu nie udało jej się pobudzić onej do grania. Nie rezonują ze sobą,...

Ładnie

Potem była afera z przyjęciem do szkoły średniej. Młody jak to młody, niby mu zależy, ale, że tak powiem, dyskretnie się to u niego objawia. Typu, że mając z informatyki średnią 4,5 nie poszedł poprosić o 5 na koniec roku. Nawet nie trzeba było nic robić, żadnych plakatów, albo prezentacji, wystarczyło poprosić. Nie lubił baby, bo faktycznie, chyba wiem więcej o komputerach, niż ona, więc go frustrowała, ale wszystko jedno. Czasem trzeba być konformistą dla własnego dobra. Szczególnie, jeżeli chce się iść do klasy o profilu informatycznym. Takoż zabrakło mu punktów i nie dostał się. A składał papiery tylko do tej jednej szkoły, ponieważ stwierdził, że żadna inna go nie interesuje. W Kgu nie ma mega oferty. Chciał do LO, są dwa normalne i jedno społeczne z czesnym około 6 tys./rok. To do przejścia, ale nie mają nawet sali gimnastycznej. Taka przechowalnia dla wyrzutków, zdaje się. Z normalnych LO jedno uchodzi za bardziej prestiżowe, a drugie za dobre, ale już nie "kuźnia talentó...

Lato - odpryski

"Pojechałam z taką grupą z Facebooka na trip po Czarnogórze. Zanim wyjechałam, to pracownicy dałam namiar, mówię: "Zobacz, jaki to profil, żebyś w ogóle wiedziała, gdzie ja jestem, bo tych ludzi nie znam". Jak ich zobaczyłam, to jeny, jakbym ich matką była. Dwadzieścia parę, trzydzieści parę lat. Ale jak przyszło co do czego, to mówię: "Wstyd mi za was! Żebym ja wam musiała imprezy organizować?!" Kto miał głośnik? Tylko ja! A moje piosenki zostały hitami wyjazdu! Wczoraj córka z dziećmi była, pojechała do domu, a ja zostałam. A tak, zostałam i na tańce poszłam. Ale mnie się faceci boją. Za odważna jestem, a szybka, nie to tempo. Wchodzi taki i mówi: "A gdzie telewizor?". Ja doszłam do wniosku, że nie ma co sobie żałować i tak córce mówię. Nie ma na co czekać. Bo już widzę, że forma idzie do dołu." *** Rodzice: Ale Kaja, ten ci nie będzie pasował. On by musiał do łańcuszka być, a ty łańcuszków nie nosisz. To nie jest twój styl. Ten? Nie, ten jest ...

A., ty głupku

W poniedziałek 30 maja wróciliśmy z Izerów. H. przepakował się i 31.05 rano pojechał na trzydniową, klasową wycieczkę do Mostowa. Nic nie robili, nic nie zwiedzali, pogodę mieli pod psem, do kręgów w Grzybnicy wychowawczyni nie potrafiła znaleźć drogi, chociaż pisałam jej wcześniej, że chętnie poinstruuję. E tam. Zajęłam się sklepem i dopiero Julia zwróciła mi uwagę, że coś się chyba stało u A., koło którego sklepu przechodzę codziennie. W miejscu nieużywanych przez niego drzwi towarowych przykręcono prowizorycznie płytę paździerzową, a on od kilku dni nie otwierał. Zaczyna się sezon, wszyscy mają otwarte, więc hm. We wtorek wieczorem zapytałam właścicielkę najbliższej rybiarni, czy coś wie. Może miał włamanie i teraz siedzi całymi dniami na policji? Zmieniła się na twarzy i wydukała: "A. nie żyje. Powiesił się w sobotę. Na zapleczu. Około dziesiątej trzydzieści. Jutro pogrzeb". Pierwszy etap żałoby, to szok i niedowierzanie. Jak to? A.? Piękny, młody (34), zdrowy, przyna...

Czertów Odpoczynek i Wielki Wodospad

Wymyśliłam, że w niedzielę zaczniemy wędrówkę od Szamalowej Chaty nad Bedrzichowem. Kiedyś był tam kłopot z parkowaniem, miejsca tylko dla gości, teraz jest płatny parking, można legalnie stanąć i iść. M. miał ochotę na piwo, szczególnie, że chwilowo zaczęło kropić, ale najechało mnóstwo rowerzystów (Izery są idealne na rower) i można było tylko pomarzyć o wolnym stoliku. Nałożyliśmy zatem kurtki i poszliśmy na Czarną Górę, Czertów Odpoczynek i Śnieżne Wieżyczki. Pięknie. Cisza, pustka, spokój, czasem słońce. M. był w tych miejscach pierwszy raz w życiu, ponieważ zawsze eksploruje Izery na rowerze, a tam są szlaki bardzo piesze. Po południu w chacie było już luźniej, ale w sumie nie podobało mi się. H. zwątpiony, bo znów kiepskie jedzenie. Zarządził poprawkę w świeradowskiej Kalamacie, gdzie zamówił pizzę i przynajmniej porządnie się najadł. W poniedziałek M. odmówił wychodzenia na szlak. Dwa dni zdecydowanie mu wystarczyły i jeszcze że te trasy takie długie! ;-) Wynieśliśmy się z ap...