Dysforia postkoitalna
Nim poznałam Julię, przez niedługi czas bujałam się, niezobowiązująco, z chłopcem, który pracował jako tłumacz. Trochę pisał (kiepsko). Żenowało mnie, kiedy przesyłał mi do recenzowania swoje opowiadania fantasy. Naprawdę, wyrzucić, napisać na nowo. Nie było nawet do czego odnieść uwag krytycznych, tak to było złe. Wymigiwałam się ogólnikami. To było jeszcze we Wro. Umawialiśmy się u niego, kawałek za Sky Tower, kiedy jego żona była w pracy. Mieli taki problem, że ona unikała współżycia. Kokietowała go, inicjowała zbliżenia, a potem naraz się wycofywała. Frustrowało go to, kłócili się, płakała. Chciała mieć dziecko, zegar jej tykał, a jednocześnie uciekała przed zbliżeniem. Szybko zrozumiałam dlaczego i do dziś mam wyrzut sumienia, że mu nie powiedziałam. Mogłam to dla niej zrobić, skoro już bzykałam jej męża. Wtedy stwierdziłam, że co mnie to wszystko obchodzi, po co mam coś robić, ratować ich. Rozmowa byłaby niezręczna, nie wiadomo, jak by zareagował, olewam, niech sobie radzą. ...