Kwale i końcówka
25.02 słońce było za chmurami. Naprawdę. Może na moment wyszło, a tak, to przyjemnie się skrywało i można było nieco odetchnąć od jego palących promieni. Tjaa. Nie lubię mazideł z blokerem słonecznym i zupełnie nie ufam w to, że są dla nas wyłącznie dobre. Używam ich tylko, bo nie ma innego wyjścia. Tego dnia radośnie się zatem nie posmarowałam. Przecież po co. Raz, że mam już skórę oswojoną, pięknie opaloną, dwa, że prawie cały czas spędzam pod parasolem, trzy, że skoro akurat nie ma słońca... Tjaa. ... Dobrze, że poprzedniego dnia w dżungli zrobiłam sobie śliczną sesją zdjęciową. Zrelaksowana, opalona, uśmiechnięta i turystycznie wyluzowana na max. Zdjęcia, które ku pamięci zrobiłam sobie rano 26.02, pokazują zupełnie inną osobę. Automatyczny skaner twarzy na lotnisku pewnie by mnie nie rozpoznał. Napuchłam od tego słońca, jak balon. Obca twarz. Kij tam z kolorem i z bolącą skórą, z tym, że zrzucałam ją jeszcze dwa tygodnie po powrocie do domu, ale to, że w ogóle nie pr...