Vir i końcówka
Na piątek wypożyczyliśmy w ZHRA rowery. Jest tak, że spisują delikwenta z paszportu, płaci się i można oddać rower do piętnastej, albo następnego dnia rano. W soboty punkt wypożyczeń jest jednak nieczynny, a w niedzielę mieliśmy wylot bardzo rano, więc pani się zacukała. W końcu ustalono, że o dziewiątej rano w sobotę ktoś przyjdzie do budki i będziemy mogli zdać sprzęt. Gdyby ktoś był oszczędny, a chciał jeździć dłużej, niż dzień, to informuję, że wypożyczając rower na piątek i trzymając go do niedzieli rano, płaci się tylko za jeden dzień, nie za dwa. Taki ukłon ośrodka w stronę gości, że no nie ma nas, nie wasza wina, więc ten drugi dzień macie gratis. Wymyśliłam, że pojedziemy wzdłuż morza na Vir, najbliższą wysepkę. Po drodze obejrzeliśmy Privlakę. Spędziliśmy tam mnóstwo czasu przy molo. H. brodził, oglądaliśmy liczne żywiątka, wielkie dramaty przemalutkich stworzeń. Wszystko fascynujące, kraby, małże, jeżowce. W sezonie pewnie jest tam koszmarnie, teraz spokój, cisza, jedna...