Kostka i inne przypadki
Bardzo opalona, korpulentna starsza pani. Planowała zakup srebrnej bransoletki z bursztynem i pasującej do niej zawieszki. Dużo oglądania, przymierzania, celebrowania. "A czy to nie lepiej pasuje? A, nie, miała pani rację, tamto. A to? Aha, za drogie. A to? A ma pani może coś innego?" Wybrała bransoletkę i trzy zawieszki uznała za odpowiednie (do wyboru). Rzekła, że się zastanowi i poszła. OK. Następnego dnia przyszła. Wybieranie i mierzenie od początku. Od punktu wyjścia. Cała kołomyja. Zmiana decyzji iks razy. "Jednak ta zawieszka. Nie. Jednak tamta. A pokaże pani tę? Jeszcze jej nie oglądałam. A, nie, ta to nie". Wreszcie wybrała zawieszkę. Z bransoletką na razie zdecydowała się wstrzymać. Spoko. No ale jeszcze kwestia ceny zawieszki. Zaczęło się żebranie o rabat. Spoko, powiedziałam, jaki mogę dać. Z 285 na 250. Ona chce 200. Ja, że nie da rady. Ta swoje. I nadal. I jeszcze. To może zgodzę się na 230? Nienawidzę tego. Wszystko już powiedziałam, umotywowała...