Niekochanka
Pan sąsiad jest z siebie szalenie dumny, bo ma niekochankę. Zaczęło się sporo lat temu, już chyba -naście, rzecz jasna na fajfie. Dziewczyna poprosiła go do tańca, bo pan sąsiad ma taką metodę, że zaraz gdy wejdzie na salę, prosi do tańca samotną panią z tych mniej atrakcyjnych. Wywija z nią na parkiecie, prezentuje się. Wtedy ładne panie patrzą na niego przychylniejszym okiem, niż spoglądałyby, gdyby próbował je prosić do tańca "na sucho". Ta sama podeszła, więc się mocno dziwił, szczególnie, że ładna i młoda. Na wszelki wypadek od razu zastrzegł, że jest biednym emerytem (nieprawda). Pani się nie zraziła, tańczyli, gadali, nawiązali znajomość. Los powodował, że ciągle na siebie wpadali, przypadki i półprzypadki, typu, że jemu samochód popsuł się w jej miejscowości, że ona przyjechała do siostry do Kgu akurat, gdy on tu przebywał i tak dalej. Stale. I wciąż ich ciągnęło do siebie. Ona wolna, on w papierowym małżeństwie z nielubianą żoną. Nic prostszego, tak? Ale...